prawne aspekty "społeczeństwa informacyjnego"

Wiosna, puszczają lody, by za jakiś czas powrócić: retencja danych i kwestie reglamentacji wiary

Dyrektywa retencyjna upadła przed Trybunałem Sprawiedliwości. Latający Potwór Spaghetti wygrał przed WSA w Warszawie (na razie tylko uchylenie decyzji, nie zaś stwierdzenie ich nieważności, zatem sprawa wraca do MAiC i jeszcze raz będą wydawać decyzje, ale jednak jakaś wygrana). Chyba powoli zaczynamy żyć w nieco innych czasach. Nadal "walka o swoje" wymaga gigantycznego wysiłku. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Ale chyba coraz więcej osób zaczyna walczyć o swoje w sferze obiegu informacji (również tych, które są tylko w głowie i którym daje się wiarę lub w nie nie wierzy). Ponad 15 lat obserwuję prace nad retencją. Wiem, że to nie koniec. Teraz ruch z drugiej strony. Pewnie jeszcze raz powstanie dyrektywa retencyjna, pewnie za chwilę ktoś wpadnie na pomysł zmiany przepisów związanych z państwowym reglamentowaniem związków wyznaniowych. Da capo al fine. Tymczasem można czytać uzasadnienia rozstrzygnięć. A właściwie - czekać na ich opublikowanie. I tak jest dziś lepiej niż było, bo udało się doprowadzić do tego, by orzeczenia były jednak publikowane, a nie zawsze tak było i nie zawsze tak musi być.

Sędziowie chcą mieć dostęp do wszystkich komercyjnych baz

"Zespół ds. Informatyzacji Sądów „Iustitii” zwrócił się do Dyrektora Centrum Zakupów dla Sądownictwa w Krakowie o rozważenie możliwości zakupienia dla jednostek sądownictwa, oprócz oprogramowania oferowanego przez Wolters Kluwer Polska S.A. („Lex”), również oprogramowania z systemem informacji prawnej oferowanego przez C.H. Beck („Legalis”) i LexisNexis Polska („Lex Polonica”)."

Dozwolony użytek i "legalność" źródła

Trybunał Sprawiedliwości zinterpretował art. 5 dyrektywy 2001/29/WE w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym. W sentencji pojawiło się określenie "legalnego źródła". Wyrok w tej sprawie został wydany jako odpowiedź na pytanie prejudycjalne. Pytanie, czy tego typu rozstrzygnięcia będą z czasem napędzały dyskusje o zmianie przepisów obowiązujących w Unii Europejskiej i czy przyczynią się np. do zarysowania się jakichś wyraźnych różnic w programach politycznych. A zmiana przepisów związanych z prawem autorskim będzie coraz trudniejsza, a to m.in. ze względu na "cebulowy" sposób jego tworzenia. Trzystopniowy test jest uregulowany w Polsce w art. 35 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, na poziomie unijnym jest regulowany wskazanym przepisem dyrektywy, a do tego jeszcze art. 9 ust 2 konwencji berneńskiej (1886) w redakcji paryskiej (1971), a przecież także art. 13 TRIPS. Czy przepisy wspierające konieczność oceny "legalności" źródła pojawią się w TTIP - w kolejnej cebulowej warstwie? Dowiemy się, gdy obywatele będą mogli zapoznać się z propozycjami. Na razie wiemy o nich jedynie z wycieków, zatem pewnie z "nielegalnego" źródła. W takiej dyskusji argumentuję, że nikt nie jest wstanie oceniać "legalności" źródła informacji, argumentuję, że informacja, podobnie jak kultura, nie może być legalna lub nielegalna. Tymczasem mamy rozstrzygnięcie idące w przeciwnym kierunku.

Wiosna, puszczają lody, by za jakiś czas powrócić: retencja danych i kwestie reglamentacji wiary

Dyrektywa retencyjna upadła przed Trybunałem Sprawiedliwości. Latający Potwór Spaghetti wygrał przed WSA w Warszawie (na razie tylko uchylenie decyzji, nie zaś stwierdzenie ich nieważności, zatem sprawa wraca do MAiC i jeszcze raz będą wydawać decyzje, ale jednak jakaś wygrana). Chyba powoli zaczynamy żyć w nieco innych czasach. Nadal "walka o swoje" wymaga gigantycznego wysiłku. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Ale chyba coraz więcej osób zaczyna walczyć o swoje w sferze obiegu informacji (również tych, które są tylko w głowie i którym daje się wiarę lub w nie nie wierzy). Ponad 15 lat obserwuję prace nad retencją. Wiem, że to nie koniec. Teraz ruch z drugiej strony. Pewnie jeszcze raz powstanie dyrektywa retencyjna, pewnie za chwilę ktoś wpadnie na pomysł zmiany przepisów związanych z państwowym reglamentowaniem związków wyznaniowych. Da capo al fine. Tymczasem można czytać uzasadnienia rozstrzygnięć. A właściwie - czekać na ich opublikowanie. I tak jest dziś lepiej niż było, bo udało się doprowadzić do tego, by orzeczenia były jednak publikowane, a nie zawsze tak było i nie zawsze tak musi być.

Symboliczne nominacje w plebiscycie "Ludzi wolności"

Dziś w Gazecie Wyborczej nominuję pięć osób w plebiscycie pt. "Ludzie Wolności", który organizowany jest przez "Gazetę Wyborczą" i TVN "w 25. rocznicę wolnej Polski". Nominacje te mają charakter symboliczny. Zdaję sobie sprawę, że ostatnie 25 lat różnie można oceniać (podobnie jak moment, od którego się je liczy). Są tacy, którzy nie uważają ich wcale za drogę do "wolności", a transformację ustrojową ostatnich lat uznają raczej za stopniowe pogrążanie się państwa w różnych uzależnieniach, bardziej za rozmywanie państwa, niż wydobywanie się na szczyty wolności. Skoro jednak taki plebiscyt został zorganizowany - uznałem, że należy zaznaczyć w nim obecność w debacie publicznej również osób, które na co dzień często krytycznie oceniają postępy na drodze do wolności, ale też angażują się na rzecz praw obywatelskich i ich wolności właśnie. Nie przypuszczam, by któraś z nominowanych przeze mnie osób chciała przekonywać obywateli, by wysyłali SMS-y popierające ich kandydaturę (na tym polega ten plebiscyt). Raczej przekonywałyby pewnie do tego, by przekazać pieniądze na dowolnie wybraną organizację pożytku publicznego, albo w inny sposób spożytkować je w celach filantropijnych. Nominowałbym więcej osób, ale nie zmieściłoby się w ramach proponowanej przez GW przestrzeni wydawniczej. I tak tekst mojej nominacji został bardzo okrojony, dlatego poniżej prezentuję całe swoje uzasadnienie i wysłany do Gazety wstęp. Przy okazji tej nominacji chciałem pokazać, że moja wcześniejsza krytyka akcji "Orzeł może" (wszak również z udziałem Gazety Wyborczej) nie była podyktowana niechęcią do organizatorów. W żadnym razie i nie w tym rzecz. Chodziło o zasady i upominanie się "o swoje". Tak, jak robię to w przypadku tych nominacji. Tymczasem zachęcam do lektury.

Prezydent podpisał ustawę o zasadach prowadzenia zbiórek publicznych i kolejne elementy pozytywnej agendy

Prezydent podpisuje ustawę o zasadach prowadzenia zbiórek publicznychPo kilku latach ciężkiej pracy dziś wielki dzień. Pan Prezydent podpisał ustawę o zasadach prowadzenia zbiórek publicznych. Dotychczasowa ustawa, ta z 1933 roku, była wprowadzona m.in. w celu ograniczenia możliwości finansowania działalności ówczesnej opozycji politycznej: ówczesnych Komunistów i Narodowych Demokratów. We współczesnej Polsce ustawa stanowiła barierę dla aktywności filantropijnej obywateli i ograniczała możliwość organizowania takiej aktywności organizacjom pozarządowych, a - dodatkowo - ze względu na przekroczenie delegacji ustawowej w rozporządzeniu wykonawczym - stanowiła też pretekst do nakładania na obywateli grzywien w sytuacjach, w których prosili na stronach internetowych o przekazywanie darowizn. Darowizna to nie to samo, co zbiórka publiczna. Dziś to jasne i przesądzone. Pod ustawą pojawił się podpis Prezydenta RP. Teraz czekamy na ogłoszenie podpisanej ustawy w Dzienniku Ustaw, a po upływie 3 miesięcy od dnia ogłoszenia ustawa wejdzie w życie. No i działamy dalej.

Tricks and #TTIP

Fundacja Nowoczesna Polska zwróciła się do Ministerstwa Gospodarki z prośbą o udostępnienie treści negocjowanego porozumienia między Unią Europejską a USA, które to porozumienie nosi nazwę Transatlantic Trade and Investment Partnership (w skrócie TTIP). Fundacja poprosiła również o udostępnienie treści polskiego stanowiska negocjacyjnego w tych negocjacjach. Ministerstwo uprzejmie odpowiedziało, że "Zgodnie z przyjętą w UE praktyką tekst porozumienia zostanie udostępniony dopiero w końcowym etapie, po podpisaniu porozumienia przez obie strony".

Właściwie to moje wcześniejsze komentarze dot. nowelizacji prawa prasowego są aktualne

Cóż. Prasa, prasa i jeszcze raz prasa. Tymczasem w internecie raczej mówimy o świadczeniu usług drogą elektroniczą - to w przypadku wszystkich podmiotów innych niż państwo i tego dotyczy ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Tu mamy inne zasady odpowiedzialności, niż w przypadku prasy "tradycyjnej". W prasie tradycyjnej jest odpowiedzialność solidarna autora, redaktora naczelnego i wydawcy. W świadczeniu usług drogą elektroniczną zaś mamy warunkowe wyłączenie odpowiedzialności, chociaż uśude przewiduje też obowiązek informacyjny dot. podania informacji na temat tego, kto usługę elektroniczną świadczy. By było wiadomo, kogo pozwać. Prace nad procedurą notice and takedown jakoś chyba utknęły. Odnośnie administracji publicznej i jej sieciowej aktywności nie mówimy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (bo administracja nie jest od tego, by świadczyć usługi, tylko by realizować zadania publiczne). Mówimy raczej o udostępnianiu informacji publicznej, zatem trzeba pamiętać o ustawie o dostępie do informacji publicznej oraz rozporządzeniu w sprawie Biuletynu Informacji Publicznej. To rozporządzenie jest cały czas tą prowizorką z 2007 roku, którą było, bo do tej pory nie było czasu, by je poprawić. Tymczasem w Sejmie wraca nowe, czyli projekt dotyczący nowelizacji prawa prasowego.

Prowokacyjna, wąglowa teoria heraldyczna bez przypisów

Piotr Wągl w Annales seu Cronicae incliti Regni Poloniae Jana Długosza, w rękopisie pierwszej redakcji podługoszowej z 1572 rokuInteresuję się informacją, a to się czasem konkretyzuje w różnych dziedzinach: dostęp do informacji publicznej, genetyka, znaki towarowe - loga, herby państwowe, archiwalia, informatyzacja... Rola obiegu i nadawania znaczenia informacjom w procesie państwotwórczym też są ciekawe. A ponieważ dawno temu ciekawiło mnie skąd się wzięło moje nazwisko, to podjąłem studia nad występowaniem przeróżnych nazwisk "węglowskich". Nazwisk noszonych przez różnych, prawdopodobnie zupełnie ze sobą nie spokrewnionych ludzi. Przez ostatnie 25 lat zebrałem sporo notatek. Kiedyś trafiłem na Piotra Wągla, który brał udział w bitwie pod Grunwaldem. O wielu rycerzach powstały wielkie elaboraty, a ów Piotr do dziś zupełnie nieznany jest badaczom. Poniżej znajduje się tekst prowokacyjny. Stanowi pułapkę (ostrzegam!) dla tych, którzy trafią tu dzięki wynikom wyszukiwania. Celem jego jest sprowokowanie historyków do podjęcia studiów nad Wąglami. Wydaje mi się, że jest to wdzięczny temat, a całkiem - do tej pory - pomijany w literaturze. Zatem czujcie się Państwo wkręcani. Również tym, że chociaż na konkretnych źródłach ten tekst się opiera, to jednak nie używam w nim przypisów. Ale znaczną część tych informacji da się znaleźć np. dzięki zdigitalizowanym opracowaniom i książkom. Wystarczy zatem zapytać Google Books. Ostatecznie zawsze można lekturę poniższego potraktować jak rozrywkę. Coś z pogranicza literatury fantasy. Coś zupełnie mało poważnego i bez większego znaczenia dla życia i zdrowia. Liczę zatem, że poważni badacze nie poczują się dotknięci obrazoburczymi tezami, które z lektury tego tekstu mogą wynikać. Zapraszam do lektury.

Sejmowe prace nad częściową implementacją dyrektywy 2011/93/UE (ochrona dzieci)

Przypuszczam, że poza działaniami dyplomatycznymi, które podejmowane są w związku z obecną sytuacją geopolityczną w naszej części świata, różne inne procesy będą toczyły się "normalnym" trybem. Dlatego też przyglądam się temu, nad czym pracuje w ostatnim czasie Sejm (a co zostało wyparte z mediów przez doniesienia związane z Ukrainą). Stąd też ostatnie notatki w serwisie. Po prostu w czasie, w którym wszyscy mają głowy zwrócone w kierunku rodzącego się konfliktu zbrojnego, dzieją się też inne, może mniej dramatyczne, ale ważne rzeczy. Dlatego sygnalizuję, że w Sejmie trwają prace nad Rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy - Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw, który to projekt ma - jak czytam - implementować dyrektywę PE i Rady 2011/93/UE w sprawie zwalczania niegodziwego traktowania w celach seksualnych i wykorzystywania seksualnego dzieci oraz pornografii dziecięcej. No właśnie. Czy chodzi o 2011/93/UE, czy raczej o 2011/92/UE? Powinno być 2011/93/UE, czyli tak, jak w Sejmie. W każdym razie chodzi m.in. o cyberprzestępczość. A w tle tego procesu jest szersza dyskusja o blokowaniu treści w Sieci.

MAiC czeka na komentarze do komunikatu Komisji w sprawie zarządzania internetem

Do 6 marca Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji czeka na komentarze dotyczące Komunikatu Komisji do Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów pt. "Polityka wobec internetu i zarządzanie internetem Rola Europy w kształtowaniu przyszłości zarządzania internetem".

przeglądaj archiwa: